Kapitan Tusk? Bunt na pokładzie!

Nie wtrącam się do polityki i nie znam się na dyplomacji. Ale to co robi pan Gowin w Platformie Obywatelskiej to klasyczny bunt na pokładzie. A bunt na pokładzie to dla mnie, jako kapitana, sprawa niemal codzienna. Jakie mam rozwiązania?

Klasycznym rozwiązaniem dla kapitana z dawnych epok jest wyrzucenie człowieka za burtę, powieszenie na rei albo przeciąganie buntownika pod kilem obrośniętym muszlami.


Czasy starych żaglowców przeminęły i należy stosować bardziej humanitarne środki. Pozostaje zwodowanie na szalupę i odtransportowanie na najbliższą wyspę (najchętniej bezludną). Tak właśnie skończyła się kariera Robinsona Cruzoe jako marynarza.

W dzisiejszych realiach oznacza to repatriację i bardzo chętnie rozwiązanie to stosuję.
Przed rejsem Szkoły pod Żaglami proszę rodziców o podpisanie oświadczenia, że upoważniają mnie do usunięcia ze składu załogi ich dziecka, jeśli przekroczy pewne normy współżycia, nie będzie wypełniać poleceń oficerów i kapitana bądź dopuści się czynów nagannych (alkohol, narkotyki).

Z takim glejtem w ręku czekam tylko komu powinie się noga, by odesłać go do domu z najbliższego portu. Nie chodzi tu bowiem o wymierzenie kary, choć i to ważne. Chodzi o to by utrzymać załogę w karności.

Szkoła pod Żaglami na POGORII wyrusza 1 września

Pozostawianie buntownika na pokładzie jawi się jako słabość kapitana i może skutkować wzrostem liczby jego zwolenników, co dla kapitana (oraz morale załogi) może być znacznie większym zagrożeniem. Przykład Wiliama Blighta z „Bounty”, skąd inąd świetnego nawigatora, świadczy jak się to kończy.

Te uwagi chciałbym dedykować premierowi Donaldowi Tuskowi, który – póki co – jest naszym kapitanem.
Trwa ładowanie komentarzy...