Motorowodny Premier Tusk

Dla niektórych obywateli naszego kraju słowo „jacht” oznacza szczyt luksusu, a remontowanie starej motorówki to przestępstwo za jakie Premiera należy postawić przed Trybunałem Stanu. W gruncie rzeczy całe zamieszanie wokół odrestaurowania niewielkiej łódki pokazuje w jakim żyjemy zaścianku – zaścianku szuwarowo-bagiennym.

Znajomość realiów morskich w naszym społeczeństwie odnosi się zazwyczaj do plaży i katastrof promów – w najlepszym razie do choroby morskiej na trasie Gdynia-Hel.


Nic dziwnego, że gdy wybuchła afera związana z budową barkentyny POGORIA, a był to rok 1980, umieszczano na niej złote klamki, galerię cennych obrazów, stajnię dla konia i salonik masażu obsługiwany przez ciemnoskóre piękności. Miał to być jacht Prezesa!

Istotnie żaglowiec został zarejestrowany jako jacht i dzięki temu stał się dostępny dla tysięcy młodych ludzi, którzy przez ostatnie 33 lata przewinęły się przez jego pokład.

Dziś znowu mamy jacht Prezesa – przepraszam – Premiera. Ale nie piękny i użyteczny żaglowiec wart milion dolarów, ale zrujnowaną motorówkę, którą pół wieku temu premier Cyrankiewicz pływał okazjonalnie na ryby, a która od tego czasu prosi o naprawę. I nareszcie się doczekała. I nie chodzi tu nawet o milion złotych, ale 170.000.

Gdy chodzę teraz po różnych instytucjach i firmach i szukam możliwości zbudowania nowego żaglowca, bo stare się sypią, spotykam się z życzliwym przyjęciem i na tym się kończy. Strach przed zaangażowaniem się, choćby tylko honorowym, w kolejny JACHT paraliżuje moich rozmówców od Kancelarii Prezydenta po resort gospodarki morskiej czy sportu i turystyki. I to nie dlatego, że koszt budowy jest dwustukrotnie wyższy niż remont starej motorówki, tylko obawa jak to skomentują media. A jak komentują widzimy na dzisiejszym przykładzie „Super Ekspressu”: Pan Premier jest już odpowiedzialny nie tylko za mgłę smoleńską, ale i za remont „luksusowej” motorówki, dumnie nazwanej jachtem.

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...